Elektryki – czy są naprawdę takie ekologiczne? cz. 2

W pierwszej części skupiliśmy się na tym jakie wątpliwości natury ekologicznej (i społecznej) budzą elektryki na etapie produkcji. Wspomnieliśmy także o wpływie wykorzystywanej energii na środowisko.

Eksploatacja

Zanieczyszczenia nie dotyczą jedynie powietrza i materii. Coraz szerzej wspomina się o zanieczyszczeniu świetlnym oraz dźwiękach. Elektryki pod tym względem tak mocno zostawiają w tyle benzyniaki i diesle, że jest to… niebezpieczne. Od lipca bieżącego roku każde nowe auto elektryczne musi mieć system AVAS, który emituje dźwięk, gdy jedzie ono z prędkościa 0-20 km/h. Spowodowane jest to „bezszelestnością” silników elektrycznych.

Zaletą elektryków jest to, że nagle z powodu zaniedbań nie zaczną emitować większej liczby spalin. Niezadbany silnik potrafi naprawdę zwiększyć emisję oraz spalanie. Każdy chyba nie raz widział samochód ruszający w obłoczku sadzy. Nie trzeba tu wspominać o oszczędzaniu w postaci wycinania filtra DPF zamiast udania się do najbliższego warsztatu. Należy pamiętać, że za brak tej części należą się surowe kary.

Po eksploatacji

Problemem, o którym się nie mówi jest sprawa utylizacji baterii i ew. przetworzenia komponentów. Jak wpływa to na środowisko? Jest to szczególnie ważny temat dla Polski, ponieważ to u nas produkuje się wiele baterii. Tu też prawdopodobnie będzie się je przetwarzać. Obecnie bardzo mało akumulatorów na świecie jest poddawanych recyklingowi.

Inną kwestią jest problem ceny baterii i jej zużycia. Okres eksploatacji na poziomie 10-12 lat nie napawa optymizmem. Czy po tym czasie ktoś inny będzie chciał kupić elektryka i wydać dużo pieniędzy na nową baterię? Ograniczenie rynku wtórnego (przy zakładanej dominacji elektryków) może prowadzić do zwiększenia produkcji samochodów – tu z kolei wracamy do pytań o ekologię produkcji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *